utopione

Zwykle ma niewiele lat, mały przebieg i jest kuszącą propozycją, by za stosunkowo niewielkie pieniądze zostać właścicielem dobrze wyposażonego samochodu. Gdzie tkwi haczyk? Pod wodą…

Auto po powodziowe to gratka dla kupujących. Mercedesa ML z 2007 roku, można było jakiś czas temu nabyć za około 5 tys. euro. Czy to okazja? Niestety nie. Warto pamiętać, że auta które zostały zalane przez wodę to najczęściej finansowa pułapka. Nierzadko zdarza się, że koszty ich rzetelnej naprawy przewyższają wartość rynkową samochodu, a doprowadzenie auta do stanu sprzed zalania udaje się w nielicznych przypadkach. Co istotne, dotyczy to nie tylko samochodów zalewanych przez powódź, ale nawet aut, których właściciele lekkomyślnie wjechali w głębsze kałuże.

Wielka Brytania ostatnio zmaga się z powodziami, kraje na kontynencie też często mają kłopoty z zalanymi terenami, a i w USA takie przypadki przytrafiają się nierzadko. Co dzieje się samochodami, które z różnych przyczyn zostały poddane niszczycielskiemu działaniu wody?

Najczęściej ich właściciele biorą spore odszkodowanie od ubezpieczyciela, a samochód wystawiają na sprzedaż. Ten często wpada w ręce handlarzy i czasami trafia na Polski rynek wtórny.

To czy samochód nadaje się do naprawy, zależy od tego jak wysoko zalała go woda, jak długo w niej stał i jak został po tym zdarzeniu osuszony. Najbardziej narażone na usterki są silnik, instalacja elektryczna, ale też i tapicerka..

Clipboard02

Osuszanie na skalę przemysłową

Zwykle zalane samochody osuszane są specjalnymi dmuchawami używanymi w budownictwie czy w rolnictwie. Mówiąc kolokwialnie, to wielkie suszarki o ogromnej wydajności. Jeśli zostały użyte wcześnie, to jest szansa, że mogą pomóc, ale jeśli auto odstało swoje na parkingu, zanim trafiło do sprzedaży, to jest dla niego już za późno. Niestety i w tym przypadku pojazd można „odpicować”, a następnie wystawić go do sprzedaży. Oczywiście nie w każdym przypadku opłaca się inwestować w „topielca”. Im samochód młodszy, tym łatwiej amortyzują się koszty przygotowania do sprzedaży.

Woda i prąd – przez chwilę będzie wszystko działać

Instalacja elektryczna nie znosi kontaktu z wodą. Pomimo tego, że część elementów układu elektrycznego jest fabrycznie zabezpieczona przed wilgocią często zdarza się, że podczas długotrwałego zalania woda potrafi przedrzeć się przez te zabezpieczenia.

Najbardziej narażone są instalacje typu CAN-bus, w skład których wchodzą liczne moduły sterujące. Jeśli zostaną zalane nadają się już tylko do wymiany.

Warto pamiętać, że jeżeli woda dostała się do instalacji, to na początku po osuszeniu wszystko może działać jeszcze jakiś czas, aż do chwili, kiedy rozpocznie się korozja. W przypadku, gdy nieświadomy nabywca wejdzie w posiadanie takiego auta wszystkie koszty spadną na niego. Złączki, czujniki, a nawet systemy ABS czy ESP w zalanych autach mogą nie działać już jak należy. To samo dotyczy poduszek powietrznych. Do tego dochodzą liczne i pojawiające się w różnych miejscach usterki układu elektrycznego, zazwyczaj bardzo kłopotliwe w naprawie.

Silnik nie znosi wody – uwaga na kałuże

Jeśli auto zostało zalane przy zgaszonym silniku, to pół biedy, ale jeśli silnik „pociągnął już kilka łyków” i trafiła ona do cylindrów, to motor mógł zostać zniszczony.

Co w najgorszym przypadku może nas czekać? Pogięte korbowody, czy uszkodzona głowica, to usterki których czasem już nie opłaca się naprawiać. Do tego może dojść awaria katalizatora, a w przypadku aut z silnikiem diesla zatkanie filtra cząstek stałych.

Zalane auta po sprowadzeniu do Polski, są czyszczone i pacykowane. Nawet takie jak te, wspomniane wcześniej usterki mogą zostać sprytnie ukryte lub doraźnie naprawione.

Dla nieuczciwego sprzedającego taki samochód to wyjątkowa gratka, ale też i kłopot. Musi on szybko pozbyć się takiego samochodu bo inaczej usterki zaczną pojawiać się zanim uda się pozbyć „topielca”.

Nie dajcie się skusić

Bywają też przypadki, że skuszeni okazja klienci świadomie kupują auta po powodziowe licząc, że uda się naprawić i wyjdzie taniej niż kupno takiego samego auta bez dramatycznej przeszłości. Niestety w większości są to złudne nadzieje.

Pewien klient kupił w Niemczech Mercedesa ML 280 CDI z 2007 roku. Zapłacił za niego 5 tysięcy Euro i przywiózł do serwisu. Trzeba było naprawić instalacje elektryczną, silnik, skrzynię biegów i wymienić tapicerkę. Koszt naprawy wyniósł 26 tysięcy złotych.

Razem, zakup auta i koszt naprawy to wydatek około 47 tysięcy złotych. W ten sposób udało się zaoszczędzić kilkanaście tysięcy, ale czy było warto? W przypadku takich aut nigdy nie można być pewnym czy nie pojawią się nieprzewidziane usterki , albo czy gdzieś nie pojawi się korozja – wyjaśnia nasz zaprzyjaźniony mechanik Kamil Broś.

Czasem tanie rozwiązania okazują się najdroższe, dlatego warto zastanowić się przed zakupem, bo potem może być za późno. Nadzwyczajne okazje, najczęściej okazują się być pułapką.