kobieta

Motoryzacja od lat była bardziej domeną męską, niż kobiecą, a  dzisiaj ten stereotyp zanika. Coraz częściej za kierownicą widujemy kobiety . Z roku na rok procent pań, które posiadają prawo jazdy znacznie wzrasta. Szacuje się, że jeszcze dziesięć lat temu kobiety stanowiły 30 proc. ogółu kierowców, podczas gdy obecnie to ok. 44 proc.

Samochód dla kobiety nie jest już tylko przedmiotem pomocnym przy robieniu zakupów, czy odwożeniu dzieci do szkoły, ale coraz częściej jest też narzędziem pracy.

Co liczy się dla mnie, jako kobiety, gdy kupuję samochód?

Przede wszystkim niezawodność, bezawaryjność, ekonomia, uniwersalność i bezpieczeństwo.

Łatwo taki samochód wybrać w autoryzowanym salonie. Śledząc oferty dealerów prześcigających się w atrakcyjny rabatach, kuszących rozszerzoną gwarancją, pakietami ubezpieczeniowymi, a przede wszystkim niezawodnością – wystarczy tylko wybrać to, co nam się podoba.

Nowy samochód jednak sporo kosztuje, dlatego wiele z nas decyduje się na zakup używanego. I tutaj zaczyna się problem. Co wybrać, by samochód spełnił wszystkie te warunki wymienione wcześniej. Gdzie kupić, żeby nie zostać oszukaną, a mój nowy nabytek nie pochodził z grupy 80 proc. aut pokolizyjnych, oferowanych do sprzedaży na rynku samochodów używanych? Mówiąc inaczej, co zrobić, by nie trafić na „rozbitka” pięknie przy pacykowanego z nowym make upem.

Kobieta jest klientem drugiej kategorii

Kiedy wybieram się do komisu, od razu czuję się jak klient drugiej kategorii. Sprzedawca na ogół nie widzi we mnie potencjalnego kupującego, lecz „kobietę klienta” – czyli kogoś, kto nie ma pojęcia o motoryzacji.

- Chcę kupić samochód – oświadczam.

- Mam dla Pani coś wspaniałego, mały, zwrotny, a w dodatku ten kolor koleżanki na pewno będą zazdrościć – słyszę w odpowiedzi.

Słowa te od razu budzą we mnie złość i podnoszą ciśnienie. Dalej słyszę, że mamy tu „silnik wspaniały”.

- 1.4 benzyna więc będzie mniej palił od diesla – o mocy nawet nie wspomni, bo od razu zakłada ,że nie wiem co to jest, a konie mechaniczne skojarzą mi się westernem.

Po opowieściach „natury ogólnej”, przechodzi do wnętrza.

- Jest zadbane , pachnące, jest tu też radio i klimatyzacja strefowa – tyle że radio pamięta lata 90-te, a klimatyzacja strefowa… to nawiew na szyby i nogi.

- Niech Pani popatrzy, jaki mały przebieg, pewnie poprzednia właścicielka tylko dzieci do szkoły woziła i nawet nie poobijała – uśmiecha się pod wąsem.

Proszę o podniesienie maski, a on patrzy na mnie dziwnie myśląc pewnie „co ona tam chce zobaczyć?”. A widzę stary zniszczony akumulator, a na silniku widać ślady oleju (wiem że nie z pierwszego tłoczenia !!! ).

Proszę o sprawdzenie płynów. Olej na minimalnym poziomie – gęsty i brudny, pozostałe płyny też nieuzupełnione.

- Proszę Pani ten samochód cieszy się takim zainteresowaniem, jak żaden. Dzisiaj jest już Pani trzecia. Poprzednie dwie po przejechaniu się stwierdziły, że świetnie się prowadzi, silniczek cicho i równo pracuje, ale jeszcze muszą się o kredyt zapytać. Więc niech Pani bierze i nie zastanawia się – słyszę dalej.

Jasne, że najlepiej bez zastanowienia – oczywiście dla niego najlepiej. Od razu śmiać mi się chce, bo widzę, że samochód w tym samym miejscu stoi długo, nawet plama oleju na kostce jest wielka jak jezioro.

Przypadków takich jest mnóstwo i opowiadania można by mnożyć. Sprzedawcy nie przestawili się jeszcze na inny tok myślenia. Kobiety coraz częściej traktują samochód, jako przedmiot, którego obsługa jest przyjemnością, a jazda nie tylko obowiązkiem, ale też i radością. Do jego zakupu podchodzą odpowiedzialnie i wiedzą czego chcą. Do kobiet takich należę również ja. Kupowanie samochodu to frajda i stan taki powinien trwać jak najdłużej.